Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych

A+ R A-

Rola badań socjologicznych a proces konsultacji społecznych

Rola badań socjologicznych w procesie konsultacji społecznych może rodzić wiele pytań, z których dwa są najważniejsze. Po pierwsze, czego możemy się po nich spodziewać, a po drugie, jakich podstawowych błędów należy unikać, żeby miały one sens?

Najczęściej stosowanymi badaniami socjologicznymi przy prowadzeniu konsultacji społecznych są badania o charakterze opisowym, których podstawowym celem jest przybliżenie decydentom (władzom samorządowym, inwestorom) opinii mieszkańców na temat danego przedsięwzięcia. Mogą one mieć charakter pytania wprost o zakres akceptacji inwestycji, ale także mogą starać się określić, co wpływa na takie, a nie inne zapatrywania badanych. Dają też możliwość odpowiedzi na pytanie, które grupy społeczne aprobują daną inwestycję, a które są jej najbardziej przeciwne, zważywszy na pewne istotne cechy demograficzne (miejsce zamieszkania, wiek, płeć, wykształcenie, dochody itp.). Wreszcie badania socjologiczne pomagają zweryfikować obiegowe przekonania decydentów na temat przyzwolenia społecznego wobec pewnych zamierzeń, pozwalając uniknąć tym samym szeregu błędów, wynikających z oparcia się jedynie na autopsji. Ułatwiają również uświadomienie sobie realnych różnic interesów poszczególnych grup społecznych.

Następnym rodzajem badań, rzadziej już stosowanych, są badania wyjaśniające. Ich zadaniem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, dlaczego pewne zdarzenia zachodzą, czyli poszukiwanie związków przyczynowo-skutkowych. W przypadku konsultacji społecznych najczęściej mają dać odpowiedz na pytanie, dlaczego mieszkańcy protestują. Oczywiście nie chodzi tu o wyjaśnienie typu „protestują, bo im się to nie podoba”, ale o podanie przyczyn takiej, a nie innej ich postawy. Często źródłem protestu jest nie np. stopień uciążliwości inwestycji, ale sposób podejmowania decyzji, wykluczający daną społeczność lokalną z tego procesu. Niektóre zatem obiegowo formułowane przez decydentów hipotezy mogą się okazać fałszywe, a badania wyjaśniające mają poddać je odpowiedniej weryfikacji.

Do jeszcze rzadziej stosowanych (i chyba najtrudniejszych, ale z pewnością najciekawszych) należą badania prognostyczne. Może to być próba odpowiedzi na pytanie, czy (albo pod jakimi warunkami) mieszkańcy zaakceptują daną inwestycję. W stosunku do tego rodzaju badań trzeba zastrzec, że próby przewidywania w naukach społecznych mają charakter indukcyjny i są probabilistyczne, czyli nie dają stuprocentowej pewności, w przeciwieństwie do przewidywania dedukcyjnego, jakie spotykamy często na gruncie nauk ścisłych.

Warto jeszcze wspomnieć o badaniach kontrolnych (czy porównawczych), które pozwalają np. określić, czy procedury konsultacyjne przynoszą zamierzony efekt, czy też nie i trzeba je zmienić. Wiadomo, że jeżeli mówimy o efekcie, to nie mamy na myśli „wymuszenia" akceptacji społecznej, ale raczej np. poziom wiedzy na temat danej inwestycji.

Jakie są więc najczęstsze błędy popełniane przez decydentów w związku z oczekiwaniami dotyczącymi badań socjologicznych? Po pierwsze, mylne jest przekonanie, że badania zastępują procedury konsultacji społecznych. Nawet we Francji, gdzie rola badań społecznych jest prawnie wkomponowana w proces podejmowania decyzji dotyczących inwestycji, proces konsultacji nie ogranicza się do nich. Ustawa Barniera z 2 lutego 1995 r. poddaje pod dyskusję społeczną — w formie badania opinii publicznej, ale też debaty publicznej — wszystkie „parametry decyzyjne" dotyczące inwestycji publicznych. Celem procedury badania opinii jest dostarczenie informacji mieszkańcom (a nie tylko decydentom) oraz zebranie (przed podjęciem prac nad zagospodarowywaniem terenu) ocen, alternatywnych propozycji i sugestii dotyczących planowanego projektu. Badania prowadzone są tam przez niezależne ośrodki badawcze i finansowane przez inwestora, a ich wynik ma konkretne konsekwencje prawne. W Polsce tak nie jest. Mimo tego część decydentów sądzi, że wystarczy zamówić badania socjologiczne w firmie o dobrej renomie, żeby mieć problem konsultacji społecznych ge-neralnie „z głowy". Później okazuje się, że nie tylko badania te nie mają żadnej mocy prawnej, ale nawet wyniki są bezwartościowe, bowiem opinia publiczna ulega silnym przeobrażeniom pod wpływem narastającego konfliktu.

Innym często popełnianym błędem jest zły dobór czasu badań opisowych. Wydawać by się mogło, że momentem dość oczywistym jest czas sytuujący się pomiędzy punktem, kiedy dostarczyliśmy mieszkańcom niezbędnych informacji, aby mogli wyrobić sobie zdanie na temat tzw. trudnej inwestycji, a rozpoczęciem formalnych procedur j ej uzgadniania. Naj-częściej jednak badania opisowe podejmuje się za późno, jako reakcję na rodzący się albo już na dobre trwający konflikt społeczny wokół danej inwestycji. Często jest też tak, że decyzje zostały już podjęte, procedura inwestycyjna rusza, wnioski aplikacyjne poszły w świat i dopiero na tym etapie pytamy obywateli, czy im się ten projekt podoba, a za konsultacje spo-łeczne uznaje się uzgodnienie z mieszkańcami np. koloru fasady budynku lub jej kształtu architektonicznego. Nierzadko okazuje się, że mieszkańcy nie akceptują inwestycji, ale procedury „uszczęśliwiania na siłę" ruszyły, praca wre i zostały już wyłożone środki finansowe na planowaną inwestycje. I co dalej?

Trzeci błąd wiąże się często z poprzednim. W obliczu narastającego konfliktu decydenci chcieliby badania, które byłyby opisowe, wyjaśniające, prognozujące i tanie, a takie oczekiwania trudno spełnić. Decydenci spodziewają się, że badanie socjologiczne stanie się pewnego typu remedium wobec zaistniałego konfliktu, którego natury nie potrafią zrozumieć, a więc nie umieją mu zaradzić. Od socjologa wymaga się, aby zasilił szeregi obrońców „jedynie słusznej decyzji" w momencie, kiedy zazwyczaj potrzebne jest nowe, świeże spojrzenie na zaognioną kwestię.

Po czwarte — decydenci są często przekonani, że procesy społeczne mają charakter (na wzór fizykalny) odwracalny, tymczasem tak nie jest. Nie oznacza to jednak, że nie można rozwiązać konfliktu, który już się toczy. Oczywiście można. Nie można natomiast powrócić do punktu wyjściowego. Zażegnanie konfliktu nigdy nie oznacza powrotu do momentu sprzed jego wybuchu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że las po ugaszonym pożarze nie jest tym samym lasem. Raz powstały konflikt jest już wpisany w proces decyzyjny. Ten błędny osąd, o którym mowa, bierze się często z myślenia w zbyt krótkiej perspektywie czasowej i doraźnego charakteru wielu działań.

Dość często wśród decydentów spotyka się pogląd, że najlepiej przeforsować inwestycję, nie oglądając się na konflikt, albo że nie da się wszystkich zadowolić i zawsze będą tacy, co protestują. Ponadto nierzadko twierdzą oni, że ludzie nie mają dość kwalifikacji, aby właściwie ocenić rangę danej inwestycji i jej znaczenie dla kraju lub regionu, więc po co ich pytać o zdanie. Oczywiście można z takim przekonaniem żyć i w indywidualnych wypadkach odnosić nawet „sukces". Jednak ogólnie rzecz biorąc, taki system podejmowania decyzji jest całkowicie sprzeczny ze społecznym wyobrażeniem na temat konsultacji oraz obowiązującymi w Polsce przepisami prawa, dotyczącymi społecznego udziału w przedsięwzięciach inwestycyjnych.

Przegląd Komunalny nr 5/2007